Wróć do spisu artykułów: Artykuły lub do Aktualności.


"Im więcej człowiek myśli, że wie, tym wie coraz mniej"

Po długim czasie, kiedy o Marku Dyjaku mówiło się dużo, a o jego muzyce niewiele, artysta powrócił na scenę. Podczas ostatniego krakowskiego koncertu muzyk znalazł chwilę, by odpowiedzieć portalowi Netbird.pl na kilka pytań dotyczących tak jego twórczości, jak i życia.

dyjak
fot. Netbird.pl

Jak wybiera pan piosenki, które śpiewa?

Szukam piosenek, opowiadających o czymś, co przeżyłem lub bliskich moim przeżyciom. Ważne by tekst czy wiersz mówił o sytuacji, która mnie dotyczyła bądź dotyczy. Pozwalam sobie na śpiewanie klasyki, jak można powiedzieć o "Ostatniej niedzieli", czy "Apaszem Staszek był". Ten  ostatni utwór to piosenka Stanisława Grzesiuka, ale uważam, że w śpiewaniu twórczości Grzesiuka są lepsi ode mnie, moje wykonania traktuję trochę w kategorii żartu. Wymyśliłem, że zaśpiewam "Ostatnią niedzielę", porywając się z motyką na słońce, bo miałem powód. Byłem wtedy strasznie złamany, na własne życzenie zepsułem swoje życie, uważam, że to cud, że siedzimy tutaj i rozmawiamy. Przed laty zaczynałem od śpiewania piosenki literackiej, ale szybko zakochałem się w jazzie. Uważam, że "Ostatnia niedziela" jest standardem jazzowym, który powinien być standardem dla całego świata, ponieważ broni się jako kompozycja i jako tekst. Może kiedyś tak będzie.

Kto jest autorem wykonywanych przez pana piosenek?

Pisze je Jan Kondrak, Piotr Bukartyk, Mirek Czyżykiewicz, często ci artyści wykonują je sami. Piosenki specjalnie dla mnie pisze Przemek Rozenek. Kiedyś, dawno temu dużo piosenek napisał dla mnie Janek Kondrak. Mirek Czyżykiewicz dał mi jeden utwór. Piotr Bukartyk pozwolił mi śpiewać piosenki, które stworzył, wykonuję je po wprowadzeniu niewielkich, mikroskopijnych przeróbek w aranżacji. Zawsze są to utwory, które dotyczą spraw z mojego życia, na przykład "Durna miłość", to zresztą przeżyło wielu chłopaków.

Na nowej płycie śpiewam piosenkę wspólnie ze Stanisławą Celińską, to historia miłości młodego mężczyzny i starszej kobiety. Autorem tekstu jest Piotr Bukartyk, zaśpiewał ją na swojej płycie "Ideały".  To był zawsze duet jednoosobowy, a teraz ja wykonuję tę piosenkę z panią Celińską. Pani  Stasia zaśpiewała, wyszło rewelacyjnie. To utwór z najnowszej płyty, która ukazuje się za miesiąc.

Który to album w pana dorobku?

Czwarty. Pierwsza płyta "Sznyty" została wydana w Krakowie, potem była "W samą porę", nagrana w Radiu Lublin i wydana przez mojego dobrego znajomego w Piotrkowie Trybunalskim, potem był album "Ostatnia", wyszedł w wydawnictwie filmowym Helios i następnie płyta "Jeszcze raz Dyjak", sfinansowana przez mojego serdecznego przyjaciela, Artura Szwedo, ostatniego jaki mi został, opiekował się  mną w najcięższych czasach, jeszcze kiedy byłem na oddziale zamkniętym. Świetny człowiek, powiedział, że znajdzie pieniądze na wydanie płyty i tak się zrobił.

Muzyka to teraz pana pomysł na życie?

Tak, zamierzam śpiewać i występować. Dziś w teatrze w Słupsku jest premiera przedstawienia Andrzeja Marczewskiego, stworzonego na 70. rocznicę śmierci Witkacego, napisałem do tego przedstawienia muzykę. To już trzeci raz, kiedy stworzyłem muzykę do sztuki, wystawianej przez Andrzeja. Zajmuję się śpiewaniem i pisaniem muzyki, nie umiem nic innego, no może jeszcze mógłbym pracować fizycznie, kiedyś kopałem doły.

marek_dyjak
fot. Netbird.pl
Wierzy pan w cuda?

Tak, zdecydowanie tak. Choć mam wrażenie, że cokolwiek bym nie powiedział na ten temat, powiem za mało. Nie chciałbym się wymądrzać, ale uważam, że jest coś tam, w górze. Po moich przejściach nie jestem wcale lepszy czy inny, tylko nie piję. Moi najbliżsi mówią, że się nie zmieniłem, poza tym, że nie piję. To też jest jakiś cud. Na pewno coś tam jest, coś co pomogło mi przetrwać najgorsze. Jakoś dałem radę. Ale nie chodzę do żadnego kościoła, nie jestem wyznawcą żadnej wiary, wiem że jest Bóg. Nie wiem jak się nazywa, nie przedstawił mi się, ale wiem, że jest coś, co decyduje. Los, Bóg, siła, wobec której kompletnie nie mamy nic do powiedzenia. Mam kolegę księdza, mieszka na wsi, niedaleko ode mnie. Często rozmawiamy o różnych sprawach, on opowiada o swoich doświadczeniach, ja o swoich przeżyciach. Po tych dyskusjach wiem, że im więcej człowiek myśli, że wie, tym wie coraz mniej.

Teraz próbuję odnaleźć się w muzyce. Nie potrzebuję dużych pieniędzy, by przeżyć, tylko na papierosy, żywność, rachunki i alimenty. Nic nie gromadzę, bo ja już raz umarłem, już się nie boję. Bardziej martwię się nie o siebie, ale o innych. Chciałbym kiedyś odnaleźć się z moim dzieckiem z pierwszego małżeństwa, muszę się do tego przygotować. To jest moja córeczka, to że rozstałem się z jej matką, nie ma żadnego znaczenia. Myślę o tym spotkaniu z lękiem, nie widzieliśmy się pięć lat, teraz mała ma dziewięć lat. Pewnie nigdy już nie będę dla niej ojcem, ale chcę jej pomagać, być dla niej przyjacielem.

Czym kieruje się pan w życiu?

Na pewno są ustalone wartości, jest dekalog, ale nie chciałbym o tym mówić, są od tego mądrzejsi. Trzeba kierować się sercem, ale trudno mi doradzać innym. Popełniłem wszystkie możliwe grzechy i błędy. Jeśli będę mówił, że trzeba tak albo tak, to sam się z tego uśmieję, bo jestem kretynem. Sądzę, że trzeba kierować się sercem, bo zawsze wtedy jest łatwiej. Nie do końca wiadomo, co komu jest pisane, ale jeśli chodzi o mnie, wszystko robię z głębi serca, kompletnie się nie zastanawiam.

Paweł Kukiz wydaje ostatnio piosenki, poświęcone fałszowaniu historii przez niemiecki Związek Wypędzonych i rocznicy agresji sowieckiej na Polskę. Co pan o tym sądzi?

Ja kompletnie nie znam się na polityce, nie śledzę tego i nie rozumiem. W Polsce kwestie historyczne są bardzo skomplikowane, idę ulicą i widzę na murze napis "Jude raus", założę się, że każdy z tych dresów, który to napisał, czytał w szkole wiersze Tuwima i nawet nie wie, kim on był. W  naszym kraju historia jest straszna, zawsze przetaczali się tutaj jacyś najeźdźcy. Zawsze mieliśmy potencjał i pewnie zawsze będziemy mieć. Ja odpuszczam sobie kwestie historyczne, ale wiem, że nie ma jednej prawdy, zawsze chodzi o pieniądze i wpływy. To co robi Paweł, to jego rzecz. Każdy może robić to co chce, jak chce, to niech śpiewa o polityce.

Opowiem anegdotę, kiedyś pojechałem do Uckermunde, niemieckiego kurortu położonego nad Zalewem Szczecińskim. Miałem na głowie jarmułkę, byłem rozebrany do pasa,  a na ramieniu mam  wytatuowaną gwiazdę Dawida. Wszedłem z papierosem do eleganckiej restauracji, gdzie nie wolno było palić. Nikt, dosłownie nikt nie zwrócił mi uwagi, nie wyprosił mnie stamtąd, wszyscy opuszczali wzrok, unikali mojego spojrzenia. Niech to będzie puenta dla tego tematu.

Rozmawiał: Robert Rusek

Artykuł znajduje się na:
http://netbird.pl



     Wróć do spisu artykułów: Artykuły lub do Aktualności.

Copyright © 2009-2011, ppage & marekdyjak.com